więc założyła sobie blog! A co! Niech zostanie coś dla potomności, która ponoć (przynajmniej tak się coraz częściej mówi ;-) tu i tam) - nawet książki czyta w internecie albo na "tabletach". Hmmm, cóż to za dziwactwo (i to - mam wrażenie - póki co i na szczęście nie dotyczy mojej latorośli ;) )!
Dziwactwo, bo... - czyż jest coś fajniejszego niż - hmm... w jakimś sensie intymna - chwila kontaktu z zadrukowana kartką? Czy jest coś bardziej wzruszającego, niż lektura zapisków prowadzonych przez jakiegoś antenata :) w pożółkłym kajeciuku odkrytym gdzieś na strychu czy w pudłach zniesionych do piwnicy? Myślę sobie, że nie! Ale też kombinuję, że blog właśnie to może jakaś nowa forma notatniczka z pożółkłymi karteczkami (tu zwanymu "postami"), do których za x lat ze wzruszeniem dobiorą się ze smakiem i wzruszeniem dzieci... wnuki... itd... zatem startujemy :)
Proszę jednak nie liczyć na regularność - ten 'pamiętnik', podobnie jak te pisane w "zeszycikach" w młodości, zawsze przegra z życiem ze sprawami wymagającymi uwagi "w realu" ;)
Z otwartością i pokorą przyjmę też wszelką krytykę i podpowiedzi od blogerów zaprawionych w boju :D
Wasze recenzje i konstruktywna komentarze będą mile widziane.
Pzdr
EwaS